Wybór języka

Kultura

Wyczekowałeś Grzesiu brancza, tak jak cię prosiłam?
Wyczekowałem i pusznąłem bagfiksa, ciociu miła!

Poznałeś w tym miesiącu dwa super kul frejmłorki, które pozwolą ricznąć więcej kipiajów? Fantastycznie, a kiedy ostatnio w twym ręku był słownik? Albo jakakolwiek książka (lub czasopismo)?

Wszystko się teraz informatyzuje, takie czasy. e-Urząd, e-commerce, e-tamto, e-siamto… Żeby to wszystko zrobić i utrzymać, potrzeba rzeszy informatyków i inżynierów. (I straszą, że ma być jeszcze gorzej.) Coraz więcej rzeczy przechodzi przez ręce naszej branżuni. Ludzie narzekają na “arystokację IT”, że nie można jej zrozumieć. “Arystokracja” ma wysokie mniemanie o sobie i zadziera nosa jeszcze bardziej, bo nie po to studiowała pięć lat… itd. W tym celu coraz bardziej hermetyzuje swoje specyficzne narzecze, będące worem makaronizów, kalek językowych, nawet kanajackiej grypsery. Tymczasem celem każdej arystokracji jest także dawanie przykładu, niesienie kaganka oświaty, dążenie do gwiazd.

Zdaniem niektórych codzienna praca programisty polega przede wszystkim na rozwiązywaniu problemów, a nie używaniu narzędzi. Moim zdaniem wykorzystywanie właściwych narzędzi nie tylko rozwiązuje problemy, ale pozwala wyeliminować wiele z nich. Trochę to trwało nim uświadomiłem sobie, że o ile żadne narzędzie nie jest złotym młotkiem, o tyle niektóre są dla mnie prawdziwymi punktami G*. Używanie ich daje prawdziwą satysfakcję podczas reagowania na “kolejne wymaganie biznesowe”. Chciałbym Wam pokazać moje zawodowe punkty G i pomóc znaleźć wasze. Oraz wskazać co brak tych punktów możne oznaczać w kolejnej “fantastycznej” ofercie pracy, którą właśnie otrzymaliście.

“Najlepszy algorytm do sortowania to quick sort.”
“Indeksy przyspieszają działanie bazy.”
“Dane sortuje się przy pomocy ORDER BY.”
“Dziedziczenie be, kompozycja cacy.”
“Windows to system operacyjny.”
“W bazie musisz mieć transakcje.”
“Java jest wolna.”
“Nie jedz żółtego śniegu.”
“Nie należy samemu podpisywać certyfikatów.”
“Interrupt w Javie jest skopane.”

Świat IT jest pełen mantr/prawd objawionych, przekazywanych (często w tradycji ustnej) w plemionach programistów. Bezmyślnie powtarzane z pokolenia na pokolenia (często już od uczelni) powodują bezrefleksyjne stosowanie, które może wywołać w najlepszym przypadku więcej szkody niż pożytku. W najgorszym: totalną klapę za wagony dolarów. Kontekst jest nieodzowną otoczką każdej mantry. Pozwala bez pudła odróżnić właściwe użycie od nadchodzącej plajty.